Archiwa kategorii: Codzienne

I tak właśnie skończył się 2017

Znów wracam po roku na zapomnianego bloga, aby napisać podsumowanie mijającego roku. Nie mogę uwierzyć, że tak szybko minął ten czas, w moim życiu zaszły znów ogromne zmiany, wygląda na to, że każdy kolejny rok jest przełomowym. Nie wiem ile jeszcze tych zmian w życiu ale już nie mogę się doczekać kolejnych! A więc…

Styczeń rozpoczął się doskonałą zabawą Sylwestrową w Hulakula, w najlepszym towarzystwie jakie mogłabym sobie wymarzyć, w otoczeniu prawie wszystkich bliskich znajomych. Takie rozpoczęcie roku mogło zwiastować tylko dobre rzeczy.  W lutym pojechaliśmy na kurs przedmałżeński, który ku mojemu zaskoczeniu okazał się być bardzo dobrze spędzonym czasem. Pozwolił mi zrozumieć wiele rzeczy i był okazją do przedyskutowania wszystkich ważnych aspektów małżeństwa. Po powrocie zaczęliśmy odwiedzać Targi Mieszkaniowe i rozglądać się za naszym własnym miejscem na ziemi. Zima minęła nam dość spokojnie, dni przepełnione były pracą, łyżwami i wspólnym oglądaniem seriali.  W marcu skończyłam 27 lat, i znów był tort bezowy i impreza z dziewczynami. Jak zawsze udana. Bo w takim gronie nie ma innej opcji. Kwiecień to Wielkanoc na Podkarpaciu, Maj rozpoczęliśmy w Gdańsku, marznąc okropnie, ale przemierzając odważnie po kilkanaście kilometrów dziennie. Wybrzeże jest piękne o każdej porze roku. Pod koniec miesiąca pojechałam pierwszy raz w życiu na Mazury-  na kurs USG. Był to bardzo udany wyjazd, zarówno pod względem naukowym jak towarzyskim. I w końcu nastały miesiące wakacyjne! Słońce, ciepło, długie jasne wieczory, nocne spacery po Warszawie. Na początku lipca- pierwszy wyjazd wakacyjny- na Majorkę. Zakochałam się w tym miejscu i kiedyś na pewno wrócę tam. Wyjazd w nietypowym składzie, bo z rodzeństwem. Bardzo udany, pozostawił po sobie dużo wspomnień i śmiechu. We wrześniu- drugi wyjazd, również w nietypowym składzie, ale do dobrze znanych miejsc- na Chorwację. A tam, to co zawsze- wspaniałe jedzenie, dużo wina, niewygodne plaże i cudowne widoki. Po powrocie zaczęliśmy chodzić na kurs tańca, co było powodem wielu nieporozumień, ale po 8 lekcjach czuję że odnajdujemy z M swoje rytmy. W listopadzie Gdańsk + Kraków. I tak nastał grudzień. Święta były szaloną gonitwą, a hitem na wigilijnym stole została pierwszy raz robiona przeze mnie kutia. Po długiej przerwie od pracy, wróciłam na dyżur 1 stycznia i tak rozpoczął się 2018 rok.

2016- co mi przyniosłeś?

Co roku to mówię, ale nie mogę uwierzyć, że już koniec grudnia. Ten rok minął jeszcze szybciej niż każdy poprzedni. Przyniósł wielkie zmiany, dużo dobrego, wspaniałe chwile i odrobinę tych gorszych. Niczego bym nie zmieniła. To był udany czas. Ale zacznijmy od początku…

Sylwestra 2015/16 spędziłam w gronie znajomych mojego M. Było dużo tańców, Happy New Year- Abby po północy, dobra atmosfera i okropnie zimno ;) Wkroczyłam w ten rok szczęśliwie- tak jak być powinno, ale z lekkim stresem, bo już 12 stycznia zaczynałam nową pracę. Śmiesznym zbiegiem okoliczności w tym dniu pojawiła się w księgarniach książka „Ginekolodzy” Thorwalda. I tak zaczęłam wymarzoną, wyczekaną, wywalczoną i zdobytą specjalizację. Pierwsze dni były trudne, ale zostałam przyjęta dobrze. Nagle zupełnie zmieniła się moja rola, musiałam szybko nauczyć się podejmować decyzje. Pod koniec stycznia pojechałam do Gdańska szukać śniegu nad morzem. Nie znalazłam :P Może uda się w tym roku. W marcu zaczęło robić się trochę cieplej, a ja skończyłam 26 lat. Uczciłam to wspaniałym babskim spotkaniem i już tradycyjnie- tortem bezowym mojej roboty. Majówkę spędziłam we Wrocławiu. Co prawda piwo w Spiżu nie smakowało tak samo jak kiedyś, ale miasto znów mnie zachwyciło. Wybraliśmy się na koncert jazzowy, odkryliśmy uroczą kawiarnię- Mleczarnię i wspięliśmy się na Most Pokutnic, skąd podziwialiśmy panoramę miasta.  Pod koniec maja poznałam naszego nowego psa- howowartha o imieniu Iga. 5 czerwca przebiegłam 10km na Biegnij Warszawo Nocą. Był to mój najprzyjemniejszy bieg, z najciekawszą trasą, która prowadziła przez dwa mosty. Życiówki nie było, ale satysfakcja i endorfiny działały niesamowicie. Na samo wspomnienie tego wieczoru uśmiecham się. Kilka dni później dostałam pierwszy całodobowy dyżur na Sali Porodowej. Byłam przerażona, ale tak pozytywnie. Mogę stwierdzić, że od tego dnia zmieniło się moje życie, a czas wolny stał się dla mnie jeszcze cenniejszy. Do końca roku było w sumie 38 dyżurów.  W lipcu znów wybrałam się do Gdańska, licząc na plażową pogodę i przeczuwając że zdarzy się coś ważnego. Z tego wyjazdu wróciłam, nic się nie wydarzyło. Kilka dni później za to już tak. Z dziewczyny stałam się narzeczoną. Tydzień później znów zawitałam w Gdańsku, tym razem z moimi dziewczynami. Zawsze będę pamiętać imprezę do rana w Sopocie, tańce w Mewie Towarzyskiej i powitanie słońca na plaży. Pozostałe miesiące wakacyjne spędziłam pracując. We wrześniu wybrałam się na wyczekiwany urlop. Najpierw tydzień w Ustroniu Morskim, gdzie pogoda w końcu dopisała, potem weekend z N we Frankfurcie i całonocne rozmowy przy sałatce caprese i Reslingu, a na końcu kilka dni w Przeworsku. Do Warszawy wróciłam wypoczęta, pełna motywacji i planów do dalszego działania. Ustaliliśmy termin wesela i zabraliśmy się za przygotowania. Ja zaczęłam je od zmiany trybu życia. Regularne treningi i zdrowe posiłki poskutkowały tym, że na wadze ubyło pierwsze 3 kg z planowanych 8. I takim sposobem minęła jesień i za chwilę święta Bożego Narodzenia. Przede mną pierwsza Wigilia poza domem- w pracy. 

Ten rok był dla mnie niezwykle ważny. Przeżyłam wiele wspaniałych chwil, upewniłam się z kim spędzę całe moje życie i stworzę rodzinę, odnowiłam niezwykłą znajomość z dzieciństwa i umocniłam więzy koleżeńskie i rodzinne. Jestem otoczona wspaniałymi ludźmi i czasem trudno mi uwierzyć w to jaką szczęściarą jestem.

Save the date 28.04.2018

Wychodzę za mąż :) Data ustalona. Od ponad miesiąca cieszę się wspaniałym czasem w życiu jakim jest narzeczeństwo. Bardzo podoba mi się ten etap przejściowy między zwykłym  ”chodzeniem” a poważnym małżeństwem. Trochę jeszcze mamy czasu do ślubu i wesela i z jednej strony już nie mogę się doczekać, a z drugiej strony wiem, że najbliższe 2 lata będą niezwykle fascynujące. Czas szybko minie :)

Przygotowania mojego idealnego wesela się rozpoczęły. Mam już salę i kościół. Sala nie jest idealna, ale spełnia moje wymagania w 90%. Ciężko jest znaleźć coś na podkarpaciu co będzie pasować do mojej wizji. Dzień który wyobrażałam sobie całe życie musi być perfekcyjny. Nasze wesele będzie eleganckie, lekkie, wiosenne, romantyczne i pełne wczesnej zieleni. Jeśli się uda będą moje ukochane konwalie, jeśli nie zostanę przy tulipanach. Ciekawa jestem jak bardzo efekt końcowy będzie różnić się od tej mojej pierwszej wizji :)

3 miesiące pracy

Jutro mija 3 miesiące odkąd pracuję. Z każdym dniem tylko utwierdzam się w przekonaniu, że obrałam dobrą drogę. Podoba mi się to co robię i z chęcią odkrywam nowe rzeczy. Oswajam się z nowym środowiskiem i przyzwyczajam do regularnego trybu życia.

Niedawno skończyłam 26 lat. Nie czuję się dużo starsza niż 5 czy 10 lat temu. Jestem ciekawa co przyniesie mi 27 rok życia.

Wraz z przyjściem wiosny nabrałam więcej motywacji do działania. Jem trochę zdrowiej, siłownię odwiedzam regularnie już od 4 miesięcy, większość czasu jestem zadowolona z siebie. Fajnie jest i tyle :)

2016- co mi przyniesiesz?

Tradycyjnie już spisuję moje postanowienia :))

1. W życiu prywatnym -chcę doceniać każdy dzień, cieszyć się ze wspólnych przygód i „nicnierobienia”.

2. W życiu zawodowym- chcę otworzyć się na nowe doświadczenia i uczyć się. Mam nadzieję, że przeprowadzę pierwszą operację. W tym wszystkim postaram się nie zapomnieć, że w mojej pracy najważniejszy jest drugi człowiek.

3. W czasie wolnym- będę kontynuować sportową przygodę. Przebiegnę 2, może 3 10km biegi. W planach jest Biegnij Warszawo Nocą i Biegnij Warszawo.

4. Podróże- kilka wyjazdów weekendowych, większych wakacji raczej nie planuję. Na pierwszy wyjazd już kupiłam bilety, spełnię moje marzenie i zobaczę morze zimą. Gdańsku nadchodzę jeszcze w tym miesiącu! W kwietniu chciałabym ponownie zawitać w Londynie, a później wczesną jesienią zobaczyć jakieś piękne europejskie miasto. Po drodze kilka razy podkarpacie i pomorze.

5. Trochę lepiej będę się odżywiać. Zmniejszę ilość cukru i białej mąki.

Podsumowanie i nowy początek.

Koniec 2015 przyniósł mi dobre wieści- dostałam się na rezydenturę. Od stycznia zacznę pracować w wymarzonym zawodzie. Jestem szczęśliwa i przerażona równocześnie, wiem jednak, że przygoda się dopiero zaczyna.

Podsumowując: ubiegły rok był wyjątkowo dobry, zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Razem z M. wybraliśmy się na upragnione wakacje. Cel wybrałam ja: Kreta. Gdyby wybierał M. pewnie pojechalibyśmy gdzieś gdzie jest zimno. Podczas tego wyjazdu stwierdziłam, że nic nie budzi we mnie tylu pozytywnych emocji co podróżowanie i poznawanie nowych miejsc. Nigdy nie zapomnę jak samolot zaczął podchodzić do lądowania na wyspie: pod nami morze, przed nami ląd. Był to dla mnie niezwykle wzruszający moment. Po wylądowaniu w Heraklionie pojechaliśmy do Hersonissos- naszego docelowego miejsca. Nie mogłam się nacieszyć, gdy zobaczyłam, że nasz hotel jest tuż nad morzem i przy głównym deptaku. Uwielbiam miejsca pełne ludzi, tętniące życiem, plażowanie do południa i zabawę wieczorami. Zależy mi też na zwiedzaniu, dlatego uważnie wybrałam miejsce, tak aby nie zabrakło nam atrakcji. Kilkukrotnie pojechaliśmy do Heraklionu, zobaczyliśmy Pałac w Knossos, zwiedziliśmy urocze Ajos Nikolaos, jedliśmy greckie przysmaki w małej tawernie i co wieczór piliśmy lokalne wino. To były wymarzone wakacje.

Rok 2015 był czasem zabawy, swobody i luzu. Choć uczyłam się cały styczeń-luty i wrzesień, to pozostałe miesiące odpoczywałam. Staż był wspaniały i chętnie bym powtórzyła każdy jego dzień, ale tak się nie da i trzeba iść naprzód.

Nie żałuję ani jednego dnia i mam nadzieję, że kolejny rok będzie przynajmniej tak samo udany.

 

A jak tam moje postanowienia? :D

1. LEK poprawiłam o 3 %. Dostałam się tam gdzie chciałam.

2. Bieganie i ćwiczenia szły mi trochę słabiej, ale starałam się trenować regularnie. Przebiegłam Medicatlon i Biegnij Warszawo. Oba po 10km. Ponadto znalazłam nową, fajną siłownię :)

3. Jem tak samo jak zawsze :)

4. Minimalizm? Kupuję mniej, ale chciałabym jeszcze bardziej to ograniczyć.

5. Doceniam to co mam!

6. Wspaniałe wakacje zaliczone!

:D

Losowe grudniowe myśli

Za kilka dni dowiem się jak będzie wyglądać moje życie zawodowe przez najbliższe 5-6 lat. Mimo, że cel jest tak blisko, to wciąż wydaje się to nierealne. Nie umiem odnaleźć się w nowej roli. Ciągle wydaje mi się, że jeszcze beztrosko studiuję, a tymczasem już 1,5 roku minęło od ostatniego egzaminu.
Po studiach zmienia się sposób patrzenia na życie. Mam wrażenie, że nagle zaczęłam myśleć bardziej o przyszłości, rodzinie, domu, jaki kiedyś stworzę. Na studiach wszystkie te myśli schowane były w szufladce „na później”. I teraz nastąpiło to „później”. Wydaje mi się, że u większości moich znajomych, którzy wybrali inny kierunek studiów, to „później” nastąpiło szybciej niż u mnie. Czasem nawet zastanawiam się, czy to nie była strata czasu, że ostatnie 7 lat mojego życia kręciło się wokół nauki i egzaminów. Wiedząc, że czeka mnie przynajmniej drugie tyle zanim będę specjalistą nie wiem czy zdążę nadrobić życie. Gdy tak sobie o tym myślę, to śmieję się sama z tego, co siedzi w mojej głowie. Przecież mam 25 lat, jeszcze całe życie przede mną. Najciekawsze dopiero się zaczyna.
Mam ogromne szczęście, wszystko, co chcę to osiągam. Co chwilę pojawiają się nowe cele i marzenia, które chcę zrealizować. Z niecierpliwością czekam na nowe wyzwania, bo na razie „bawię się” w prowadzenie domu i obiadki. Między stażem, a pracą napotkałam na chwilę przystanku, który wykorzystuję na odpoczynek, zebranie sił i realizację kreatywnych pomysłów, na które wcześniej nie było czasu.
Pomimo bezrobocia i dużej ilości czasu wolnego zaniedbałam treningi. Trochę się rozleniwiłam nie mając żadnych obowiązków. Należę do tych osób, które muszą mieć dużo na głowie, alby być zmotywowane i dobrze zorganizowane. Dziś w końcu wybrałam się na nową siłownię, którą otworzyli kilka miesięcy temu tuż obok mojego mieszkania. Wcześniej biegałam w plenerze, dlatego ta długo zwlekałam z tym. Po ćwiczeniach czuję się szczęśliwa, pełna motywacji i gotowa na wszystkie czekające na mnie wyzwania. Już zapomniałam, jak wspaniale jest po treningu. Dodatkowo w tak pięknym, przestronnym miejscu. Chcę jeszcze!
Grudzień uwielbiam za świąteczną atmosferę, lodowisko, wyprzedaże, nadmiar czerwonego koloru w sklepach i światełka na ulicach. Życie jest piękne, a Warszawa moim miejscem na Ziemi.

Dlaczego 2014 i 2015 to przełomowe lata w moim życiu?

1.  Jakie zwycięstwa powinnam świętować w 2014 roku?

Największym zwycięstwem ubiegłego roku było ukończenie studiów i dostanie się na staż podyplomowy w Warszawie. Wielu moim znajomych z lepsza średnią nie udało się, głównie dlatego, że mieli mniejszy „dorobek naukowy”. Choć mój nie jest pokaźny, ale zawsze to coś co w połączeniu z przeciętną średnią okazało się sukcesem.

Drugim zwycięstwem są moje regularne treningi i to, że przebiegłam Biegnij Warszawo. Od 3 lat marzyłam o tym, dokładnie odkąd poszłam kibicować mojemu bratu. Spotkałam wtedy przypadkowego człowieka, który zapytał się czemu nie biegłam i powiedział, że powinnam spróbować koniecznie za rok. Posłuchałam go i zaczęłam biegać. Teraz już tylko czekam na wiosnę i wyciągam buty!

Trzecim zwycięstwem były wakacje. Kilka dni na Chorwacji pozwoliło mi naładować baterie na resztę roku.

Czwartym: wystąpienie publiczne w Łodzi, gdzie prezentowałam moją pracę po angielsku w sali mieszczącej 1000 osób.

2. Co robiłam kiedy osiągałam moje zwycięstwa?

Analizując to co udało mi się osiągnąć doszłam do wniosku, że mój każdy duży sukces składał się z codziennej, monotonnej i regularnej pracy. Nic nie zdarza się od tak po prostu. Każdy dzień i małe decyzje są drogą do celu i choć na początku tego nie widać, to warto znaleźć w sobie mobilizację do działań. Na przykład codzienne treningi spowodowały, że bez problemu przebiegłam 10 km, a przecież kiedy pierwszy raz poszłam biegać z ledwością udało mi się pokonać 1 km.  Ten rok nauczył mnie, że aby coś osiągnąć trzeba wyjść poza strefę swojego komfortu i podjąć ryzyko. Jeśli codziennie będziemy tkwić w swoim „bezpiecznym” świecie, to nic nowego się nie wydarzy. Czasem trzeba zrobić coś co nas przeraża. Tak było ze mną i wystąpieniami publicznymi. Dlatego w maju 2014 zgłosiłam się z pracą na konferencję medyczną w Łodzi. Zajęłam 3 miejsce, a moją prezentację doceniło jury. Warto przełamywać własne bariery, bo tak naprawdę większość istnieje tylko w naszej głowie.

3. Jaka jest jedna lekcja życiowa jaką nauczył mnie ubiegły rok?

Nie martw się na zapas! Nic nie wydarzy się natychmiast, każda zmiana wymaga czasu, a dręczenie się i denerwowanie nic dobrego nie przyniesie. Trochę więcej cierpliwości :)

4. Jaki jest największy cel jaki chcę osiągnąć w 2015?

To ma być przełomowy rok. Moim największym celem i marzeniem jest dostać się na rezydenturę z ginekologii. Reszta jest mniej ważna. Oczywiście dobrze gdybym nie musiała zmieniać przy tym miasta, ale powoli godzę się z tym, że to może być mój ostatni rok w stolicy.

5. Co zrobić by to osiągnąć? Plan na najbliższe 3 miesiące:

Styczeń- Luty- Nauka do LEK

Marzec- celebrowanie miesiąca urodzinowego, odpoczynek, ładowanie energii do nauki, maksymalne wykorzystanie czasu na stażu z gineksów

Postanowienia na 2015

1. Przyłożę się do nauki, poprawię LEK o kilka % i dostanę się na wymarzoną specjalizację. Może zmienię miasto? Może się przeprowadzę?

2. Będę kontynuować ćwiczenia, szczególnie bieganie. Zapiszę się na kolejny bieg, przynajmniej na 10 km. Może półmaraton?

3. Zmniejszę ilość słodyczy, białej mąki i śmieciowego jedzenia.

4. Minimalizm- nie będę gromadzić przedmiotów, będę kupować mniej rzeczy, ale skupię się na tych uniwersalnych, ponadczasowych.

5. Docenię bardziej to co mam i będę bardziej pozytywnie patrzyć na świat.

6. Wybiorę się na wspaniałe wakacje.

Podsumowanie 2014

Rok temu pisząc postanowienia stwierdziłam, że nie będę stawiać sobie nierealnych wymagań i komponować długich list, bo nic się nie uda. Dzięki temu prawie wszystkie zrealizowałam.

1. Zostanę lekarzem, takim jakim zawsze chciałam być. I nigdy nie zapomnę, że najważniejszy jest szacunek dla pacjenta. Dlaczego ciągle brakuje tego w polskich szpitalach?  Skończyłam studia, zaczęłam staż tam gdzie chciałam. Wszystko na razie się układa tak jak powinno :) -1

2. Będę żyć zdrowo, wrócę do ćwiczeń i przebiegnę w końcu 10km w Biegnij Warszawo. Przebiegłam! I ćwiczyłam średnio 2x/tydzień pomijając grudzień ;) -1

3. Pojadę na fajne wakacje. Byłam z rodziną na Chorwacji, zabrakło wyjazdu z M. Może za rok się uda. -0,5

4. Będę oszczędzać! 2014 to rok w którym zacznę sama na siebie zarabiać. Pora zacząć inwestować w przyszłość. Staram się, ale może być jeszcze lepiej! -1

5. Będę rozwijać mojego kulinarnego bloga :) www.merycookme.blogspot.com - Poza grudniem dodawałam ok. 8 przepisów/ miesiąc.  - 1

6. Będziemy szczęśliwi! :) Tak po prostu! Pora zacząć doceniać wszystkie małe rzeczy, które nas otaczają! Z tym  jest różnie, czasem nie umiem docenić tego co mnie otacza, nad tym trzeba jeszcze popracować. – 0,5

Podsumowując 5/6- całkiem niezły wynik. Teraz czas postawić sobie nowe wyzwania na kolejny rok :)