Archiwa kategorii: Codzienne

Maj/Czerwiec 2014

Zaczynając studia parę dobrych lat temu liczyłam sobie kiedy je skończę. Ta data wydawała mi się strasznie odległa. Zastanawiałam się co będzie gdy nadejdzie. Jak będzie wyglądać moje życie, jaka będę ja? Czy zmienię się? Będę mądrzejsza niż na początku, czy może wręcz przeciwnie? Myślałam, że po tylu latach studiów, pod koniec będę gotowa podjąć nowe wyzwania. Z dumą będę opowiadać wszystkim naokoło co osiągnęłam i kim się stałam.

I przyszedł ten czas. Czerwiec 2014. Kończę studia. Te 6 lat było najpiękniejszymi w moim życiu. Przyszedł strach przed nowym, nieznanym, przed zmianami. Boję się, że nie udźwignę ciężaru jakim zostanę obdarowana po otrzymaniu dyplomu. Przeraża mnie ta odpowiedzialność, która mnie czeka. Co ja sobie myślałam na początku? Że jestem fajna, bo studiuję medycynę na najlepszej uczelni w Polsce? Że będzie super, bo będę nosić biały fartuch i stetoskop? Koniec zabawy. Prawdziwe życie się zaczyna.

Boję się. Za 3 egzaminy nie mówcie do mnie pani doktor, bo nie czuję się na to gotowa.

Teraz

Zasiadam do komputera przy dźwiękach soundtracku z filmu „Vicky Christina Barcelona”. Ta muzyka bardzo kojarzy mi się z wakacjami, przywołuje miłe wspomnienia i zawsze do niej wracam gdy pojawiają się pierwsze upały. Od 6 lat wygląda to podobnie: piękna pogoda łączy się z początkiem nauki, stresem i nadzieją, że bezboleśnie przejdę przez sesję.\

Biorę do ręki słoiczek z koktajlem truskawkowym, otwieram książkę do chirurgii i zanurzam się w nauce.

Ostatnio dopadają mnie wspomnienia. Studia się kończą. Dociera to do mnie z każdym dniem coraz bardziej. Na biurku leży wniosek o wydanie tymczasowych praw do wykonywania zawodu lekarza. Ogarnia mnie na zmianę strach i ekscytacja. Jeszcze 4 egzaminy, trochę formalności i zacznie się „wiosna mojego życia zawodowego”.

Już dawno nie działo się tyle zmian w moim życiu. Ostatnio chyba po maturze. Wtedy wszystko przebiegło gładko, mam nadzieję, że decyzje podjęte teraz też będą odpowiednie.

Marzec 2014

Nawet nie zauważyłam kiedy skończył się marzec :) Było mało nauki i dużo atrakcji. Dzięki temu, że blok z chirurgii nie wymagał dużego zaangażowania mogłam skupić się na innych rzeczach. Przede wszystkim na sporcie, gotowaniu i pracy naukowej. Dwa ostatnie weekendy spędziłam bardzo ciekawie i odmiennie. Zorganizowałam urodzinowe spotkanie dla dziewczyn z genialnym tortem bezowym, a tydzień później pojechałam do Łodzi na Ogólnopolską Konferencję Kół Ginekologicznych. Dodatkowym sukcesem było zakwalifikowanie mojej pracy naukowej na majową konferencję młodych medyków :)) Zawsze dużo wymagałam od marca, bo to pierwszy miesiąc wiosny, a do tego moje urodziny. W tym roku był to miesiąc bardzo udany i jak dotąd najlepszy.

Czas na kilka inspiracji:
Jedzenie: Kocham piec, gotować i jeść. W marcu podjęłam udaną próbę wykonania tortu bezowego!

Sport: Powyższy tort trzeba przecież spalić ;) W dniu urodzin pobiłam mój rekord życiowy: 10 km w 1g:06m:07s :) W marcu przebiegłam w sumie 46km i trenowałam z różnymi programami przez 5,5h :)

Ciuchy: Kompletuję podstawową garderobę. Odchodzę od szalonych ciuchów na rzecz klasyków. W tym miesiącu znalazłam idealną koszulę w American Eagle Outfitters :)

A co w kwietniu? Wieczór panieński i wesele koleżanki, wielki powrót do książek, praca nad  badaniami naukowymi, trochę sportu i wyjazd na święta do domu :)

Luty 2014

Nawet się nie obejrzałam, a minął kolejny miesiąc 2014 :) Luty był dla mnie czasem zarówno odpoczynku jak i pracy. Pierwsze dwa tygodnie miałam ferie, które spędziłam w domu. Nie działo się nic spektakularnego, ale doceniam ten spokój, bo wiem że za kilka miesięcy zacznie się w moim życiu totalna rewolucja. Drugą połowę miesiąca zajęły mi zajęcia z otolaryngologii, na których przede wszystkim dowiedziałam się, że nie lubię zaglądać ludziom do uszu, nosa i gardła. Dziś zdałam egzamin na 4,5. Uff.. Od poniedziałku zaczynam chirurgię, więc będzie zdecydowanie bardziej w moich klimatach :))

Co mnie inspirowało w lutym?
Jedzenie: Burgery w Barn Burgerze! Nigdy wcześniej nie jadłam czegoś tak dobrego. Aż zrobiłam się głodna jak to piszę :)
Na moim kulinarnym blogu hitem była sałatka z selera naciowego. Pyszna, lekka, idealna na drugie śniadanie :))

Ciuchy: Za oknami coraz cieplej, mam ochotę miksować printy, a to za sprawą kanału Chriselle Lim . Uwielbiam jej styl i świetną jakość filmików.

Sport: 11,7h treningów! Głównie Ripped In z Jilian Michaels. Waga i obwody stoją w miejscach, ale ćwiczenia dodają mi super energi!

Marzec to zawsze mój wyjątkowy miesiąc, bo 31 obchodzę urodziny. W tym roku zamierzam je świętować w Łodzi na Konferencji Kół Ginekologicznych. Brzmi strasznie nudno, ale ja już nie mogę się doczekać, bo jadę ze świetną ekipą! :))

Podsumowanie stycznia 2014

Skończył się pierwszy miesiąc nowego roku :) Był ciężki, bardzo pracowity i udany. Dopiero ostatniego dnia stycznia mogłam odpocząć. Postanowiłam podsumować ten miesiąc, starałam się wprowadzić dużo zmian w stylu życia i podejściu do rzeczywistości. Miałam chwile załamania, ale związane jest to z sesją. Nie wiem czy ktoś kto nie studiuje medycyny jest w stanie zrozumieć co to jest ciągła nauka i stres przed sesją. To głupie jak bardzo przejmuję się egzaminami, których po kilku latach nie pamiętam. Z sentymentem wspominam początki studiów, kiedy wizja zbliżającej się sesji spędzała sen z powiek. Wtedy myślałam, że pod koniec się jakoś przyzwyczaję i będzie lepiej. Myliłam się, wcale nie jest lepiej, a egzaminy są coraz ważniejsze. Lekarz nie musi umieć biochemii, ale interna czy pediatria jest bardzo ważna. W tej sesji miałam jeden egzamin- pediatrię. Zdałam ją we czwartek i mam chwilę spokoju :) Jak zwykle, na każdym egzaminie praktycznym, dostałam pacjenta, który miał wszystko. Niektóre objawy w badaniu przedmiotowym widziałam pierwszy raz, więc musiałam trochę improwizować. I tutaj pojawia się problem tego, że na studiach medycznych mamy znikomy dostęp do pacjentów. Często całe nasze zajęcia polegają na siedzeniu w ławkach i słuchaniu jak asystent czyta (!) prezentację. Ponoć wszystkiego nauczymy się na stażu… :) Zobaczymy.

Koniec o medycynie, teraz o tym co mnie inspirowało w tym miesiącu.

Muzyka: Rzadko zdarza mi się, ze słucham ciągle jednego lub dwóch zespołów. Zazwyczaj słucham bardzo różnorodnych dźwięków :)
W styczniu słucham Domowych Melodii. Są genialni w swojej inności :)

Kosmetyki: Uwielbiam Bath and Body Works. W tym roku na wyprzedażach zupełnie przepadłam. Kupiłam sobie zestaw o zapachu Sweet Peach. Już nie mogę się doczekać wiosny!

Jedzenie: Starałam się aby moje dania były zdrowe, w końcu styczeń jest detoksem po świętach. Całkiem nieźle mi to wyszło, było dość sporo ryb, warzyw i owoców. Na moim kulinarnym blogu hitem były drożdżowe rogaliki i bananowe placuszki. W lutym będzie bardzo walentynkowo w kuchni :)

Sport: Całkiem dużo treningów! Choć ostatni tydzień trochę zawaliłam (egzamin!), to w sumie ćwiczyłam 24 razy (ponad 8 godzin!).

 

 

W lutym czeka mnie dużo ciekawych rzeczy. Muszę kupić idealną sukienkę i buty na wesele, upiec kilka fajnych ciast i kontynuować treningi. Ale przede wszystkim odpocząć od nauki! Ostatnie ferie START!

Postanowienia noworoczne! :)

Rok 2014 powitałam spokojnie, stojąc z M. na rzeszowskim rynku. To będzie dla nas ważny rok. Szykuje się dużo zmian w życiu zawodowym. Mam nadzieję, że w życiu prywatnym będzie za to spokojnie :) To będzie rok pełen pracy i nauki, a jeśli pójdzie dobrze już nigdy więcej aż tyle siedzenia w książkach nie będzie.

Tradycyjnie mam kilka postanowień :) Mam nadzieję, że będę w stanie je zrealizować :D

1. Zostanę lekarzem, takim jakim zawsze chciałam być. I nigdy nie zapomnę, że najważniejszy jest szacunek dla pacjenta. Dlaczego ciągle brakuje tego w polskich szpitalach?

2. Będę żyć zdrowo, wrócę do ćwiczeń i przebiegnę w końcu 10km w Biegnij Warszawo.

3. Pojadę na fajne wakacje.

4. Będę oszczędzać! 2014 to rok w którym zacznę sama na siebie zarabiać. Pora zacząć inwestować w przyszłość.

5. Będę rozwijać mojego kulinarnego bloga :) www.merycookme.blogspot.com

6. Będziemy szczęśliwi! :) Tak po prostu! Pora zacząć doceniać wszystkie małe rzeczy, które nas otaczają!

2014 bądź dobry!

Wcześniejsze postanowienia noworoczne: 2012 2013

Już grudzień? !! Czas podsumowania postanowień 2013

Słabiutko w tym roku, więc bez zbędnych przemówień zaczynajmy:

„1. Schudnę. (nudy, nudy, nudy…) Ale choć 2 kg poproszę mi zabrać.” Owszem schudłam, nawet 4kg, ale już wróciło i jestem w punkcie wyjścia.

„2. Zdam wszystko. W tym roku to Neurologia, Interna, Choroby Zakaźne, Ortopedia i Radiologia” Wszystko zdane! :DD

„3. Przeczytam to co kupiłam w 2012. Zapasy książek na półce rosną, słów przeczytanych nie przybywa. Ostatnio czytałam mało ambitne, aczkolwiek relaksujące książki (np. Piędziesiąt twarzy Greya i Ciemniejsza Strona Greya).” Poza medycznymi książkami przeczytałam tylko Sekret Hiszpańskiej Pensjonarki Marqueza i Życie Pi Yann’a Martel’a – słabiutko…

„4. Razem z M. odwiedzimy jedno nowe miejsce w miesiącu. Nie piszę jakie, bo z ubieglorocznej wyliczanki nic nie zrealizowalam. Postaram się je tutaj opisać.” Pewnie ze 3 nowe miejsca by się znalazły… to postanowienie na pewno już nie pojawi się na mojej liście w styczniu 2014.

„5. Będę ćwiczyć. Mam basen oddalony o 100m od mieszkania, a byłam tam może 3 razy.” Na basen nie poszłam ani razu, ale przez 2 miesiące chodziłam regularnie na siłownię, potem ćwiczyłam z różnymi programami treningowymi i biegałam (nawet do 11km :))

„6. Trochę częściej będę pisać na blogu. Miło się wraca do wspomnień, warto je mieć i dokumentować ważne wydarzenia.” Jak widać wpisów było dużo mniej :(

„7. Zrobię coś konstruktywnego w wakacje. Oczywiście czekają mnie ostatnie praktyki, ale potem może bym poszukała jakiejś pracy? Nie zapowiada się niestety żaden wyjazd :(Poza fantastycznym obozem naukowym w Pucku miałam nudne i mało produktywne wakacje. Tak wyszło…

„8. Będę starać się być lepsza, mniej się denerwować na innych i doceniać to że ich mam.” Eh… chyba się nigdy nie zmienię.

„9. Będę jeść zdrowo. Z tym wiąże się też to, że będę rzadziej piec pizzę (moja ulubiona ze szpinakiem i szparagami się nie liczy :P ). „Bywało różnie, miałam różne dziwne akcje z jedzeniem, z głodzenia po objadanie się. Po dziwnych dietach pół roku zajęło mi unormalizowanie jedzenia. Już jest dobrze.

„10. Będę robić nadal zdjęcia. Tylko może mniej ludzi, a więcej tego co dookoła.” Zdjęcia robię, wrzucam je na instagram, dokumentuję małe chwile i wracam do nich w gorszych chwilach.

Czyli 3/10 :D Szału nie ma. Czy kolejny rok będzie lepszy?

Po świętach 2013

Strasznie długo nic nie pisałam. Chyba nie miałam o czym. Moje życie jest nudne i zupełnie przewidywalne. Nic się nie dzieje bez przyczyny, a wszystkie moje działania ukierunkowane są na konkretny wynik. Dążę do obranego 10 lat temu celu i teraz, gdy już wydaje się być tak blisko zaczynam się bać. A co jeśli to dążenie i marzenia są lepsze niż samo ukończenie wyzwania? Co się ze mną stanie, gdy już będę tym kim chcę? Czy będę musiała znaleźć kolejny cel? Może życie nie polega na tym żeby jak najwięcej mieć, a po prostu marzyć? Boję się co będzie za pół roku, za rok. Czy w moim życiu przyjdzie jakaś rewolucja i wywróci mój świat? Chyba przydałoby mi się coś takiego. 2014 ma być ukierunkowany na karierę, rozwój i odnoszenie sukcesów. A co jeśli chciałabym coś innego? Zatrzymać się, być spontaniczną i czerpać prawdziwą radość z  życia? Każdy rok to tylko etap w dążeniu do celu, a co jeśli to dążenie jest celem samym w sobie? Chyba Święta są takim czasem kiedy warto zastanowić się nad sobą, przeanalizować czego tak naprawdę chcę i czy jestem na dobrej drodze. Są chwilą wytchnienia w codzienności, czasem nowych postanowień i podsumowań. Ale na to jeszcze przyjdzie czas, do sylwestra jeszcze parę dni.

Ostatnie 2 tygodnie wakacji

Niedziela, 15 września 2013, 8:22. Siedzę w łózku i zastanawiam się dlaczego dopuściłam do tego, że moje wakacje są nudne, bezproduktywne i otępiające. Dlaczego nie zrobiłam nic szalonego, co będę pamiętać? Ostatnie studenckie wakacje spędziłam gnijąc na podkarpaciu. Niby robiłam dużo, ale mi się wydaje, że nic. Piekłam, gotowałam, sprzątałam, robiłam zakupy. Świetnie umiem prowadzić dom. I co z tego? W przyszłości itak nie będzie na to czasu.

Boję się przyszłości, ostatniego roku studiów, a szczególnie tego co będzie później. Wydaje mi się, że nie dam sobie rady, nie osiągnę tego co bym chciała. Po raz setny zastanawiam sie jakie wybory powinnam podjąć. Znów nadchodzi czas, kiedy moje decyzje będą rzutować na całe moje życie. Pierwszy raz byłam w takiej sytuacji po maturze, kiedy dostałam się na każdą akademię medyczną. I co tu wybrać? Warszawa była moim pierwszym i chyba najlepszym wyborem. Wtedy postąpilam słusznie, poszłam za głosem mojego wewnętrznego ja, a nie za tym co mówili ludzie wokół. Kocham Warszawę, wydaje mi się że z wzajemnością :) Z przerażeniem myślę, ze to może być mój ostatni lub przedostatni rok w stolicy. Nie chcę tego!

A przedemną decyzja o stażu, specjalizacji, życiu… No dobra, skupmy się na planach na najbliższy czas. Ostatnie dwa tygodnie wakacji zapowiada się ciekawie. Najpierw jadę na konferencję do Warszawy, a potem spędzę 4 dni we … Wrocławiu z moimi dziewczynami. Już się nie mogę doczekać. Nigdy nie byłam w tym mieście, a słyszałam o nim same dobre rzeczy. Trochę pozwiedzamy, poimprezujemy i wracamy na zajęcia do Warszawy. Mam nadzieję, że wyjazd pozwoli mi na oderwanie się od rzeczywistości i da mi siłę aby nowy rok akademicki zacząć w dobrym humorze.

Liceum – spojrzenie po 5 latach

Znów początek roku szkolnego! :) Już 6 który mnie nie dotyczy! Jak dobrze! To wcale nie jest tak, że nie znosiłam liceum. Byłam po prostu inną osobą, którą lubialam, ale obecną wolę bardziej. Ostatnio wyciągnęłam stare zdjęcia, wzięło mnie na wspomnienia. Czasy liceum były dla mnie tylko mało znaczącym epizodem, który miał mi dać przepustkę do przyszłego studiowania. Wiedziałam, ze to tylko 3 lata które szybko minął i pozostaną tylko wspomnienia. Nawet nie dziwi mnie, że nie pozostali ludzie, przyjaźnie, związki. Chyba podświadomie nie chciałam mieć nic co by mnie łączyło z tym okresem w moim życiu. Nie było wcale tak źle, jakby się mogło wydawać. Uczyłam się, miałam koleżanki, kolegów, dobrze się bawiłam, ale denerwowało mnie to, że dużo mojego czasu musiałam poświęcać na bzdury. Weźmy na przykład historię- przedmiot niezwykle ważny, a zaniedbywany w liceum. Moja nauka była na wykuwaniem na pamięć dat, postaci i wydarzeń. Nie było mowy o zrozumieniu, łączeniu zdarzeń w historie przyczynowo skutkowe, wyciąganiu wniosków z działań naszych przodków. Szkoła wymagała od nas suchych faktów, często wyrwanych z kontekstu. Nauka tego była istnym horrorem. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę jak ważna jest ta wiedza. Powinna być jednak przedstawiona w inny sposób, taki by zaciekawić uczniów. Często ubolewam nad moją niewiedzą w tej dziedzinie. Kolejnym głupim przedmiotem był język polski. Czytanie książek pod przymusem, z których później nas odpytywano i na siłę wciskano podręcznikowe interpretacje to bzdura. Szkoła kształtuje szarą masę, która ma myśleć tak samo. Przecież piękno literatury tkwi w tym, że każdy interpretuje ją po swojemu. Pamiętam jak czytając wiersz widziałam w nim sens, moją własną interpetację, gdy się nią podzieliłam z nauczycielem dowiedziałam się tylko, ze jest źle. Odechciało mi się na zawsze sięgać po poezję. Szkoda szkoło, że tak dusisz każdą odmienność…

Co mi dało liceum? Właściwie to nic. Maturę z biologii, chemii i fizyki zdałam świetnie, bo uczyłam się poza szkołą, z innych ksiażek. Poziom nauki był dostosowany do średnich uczniów, a ja żeby dostać się na wymarzoną medycynę musiałam być powyżej tej średniej. Mogłabym wogóle nie chodzić na lekcje, a czas ten poświęcać na naukę do matury. W 3 klasie rzadko pojawiałam się w szkole, ale dzięki temu wyniki na świadectwie miałam rewelacyjne. Dostałam sie na każdą uczelnię w Polsce, a szkoła średnia w żadnym stopniu się do tego nie przyczyniła.

Cieszę się, że te czasy za mną. Teraz z boku oglądam jak moja siostra się zmierza z liceum. Ze współczuciem patrzę na jej starania. Na szczęście szkoła średnia to tylko 3 lata.

Miałam napisać coś pozytywnego, a znów same negatywne strony liceum. Spróbuję… A więc… Fajne było to, że mieszkałam w internacie, gdzie nauczułam się samodzielności i skąd wyniosłam przyjaźnie, które trwają do dziaj. Poznałam nowe miasto, wyrwałam się z domu. Nie chciałabym nic zmieniać w moim życiu. Tym bardziej, jak widzę, ze w liceum dzieje się coraz gorzej.