Archiwa kategorii: Studia Medyczne

Teraz

Zasiadam do komputera przy dźwiękach soundtracku z filmu „Vicky Christina Barcelona”. Ta muzyka bardzo kojarzy mi się z wakacjami, przywołuje miłe wspomnienia i zawsze do niej wracam gdy pojawiają się pierwsze upały. Od 6 lat wygląda to podobnie: piękna pogoda łączy się z początkiem nauki, stresem i nadzieją, że bezboleśnie przejdę przez sesję.\

Biorę do ręki słoiczek z koktajlem truskawkowym, otwieram książkę do chirurgii i zanurzam się w nauce.

Ostatnio dopadają mnie wspomnienia. Studia się kończą. Dociera to do mnie z każdym dniem coraz bardziej. Na biurku leży wniosek o wydanie tymczasowych praw do wykonywania zawodu lekarza. Ogarnia mnie na zmianę strach i ekscytacja. Jeszcze 4 egzaminy, trochę formalności i zacznie się „wiosna mojego życia zawodowego”.

Już dawno nie działo się tyle zmian w moim życiu. Ostatnio chyba po maturze. Wtedy wszystko przebiegło gładko, mam nadzieję, że decyzje podjęte teraz też będą odpowiednie.

Podsumowanie stycznia 2014

Skończył się pierwszy miesiąc nowego roku :) Był ciężki, bardzo pracowity i udany. Dopiero ostatniego dnia stycznia mogłam odpocząć. Postanowiłam podsumować ten miesiąc, starałam się wprowadzić dużo zmian w stylu życia i podejściu do rzeczywistości. Miałam chwile załamania, ale związane jest to z sesją. Nie wiem czy ktoś kto nie studiuje medycyny jest w stanie zrozumieć co to jest ciągła nauka i stres przed sesją. To głupie jak bardzo przejmuję się egzaminami, których po kilku latach nie pamiętam. Z sentymentem wspominam początki studiów, kiedy wizja zbliżającej się sesji spędzała sen z powiek. Wtedy myślałam, że pod koniec się jakoś przyzwyczaję i będzie lepiej. Myliłam się, wcale nie jest lepiej, a egzaminy są coraz ważniejsze. Lekarz nie musi umieć biochemii, ale interna czy pediatria jest bardzo ważna. W tej sesji miałam jeden egzamin- pediatrię. Zdałam ją we czwartek i mam chwilę spokoju :) Jak zwykle, na każdym egzaminie praktycznym, dostałam pacjenta, który miał wszystko. Niektóre objawy w badaniu przedmiotowym widziałam pierwszy raz, więc musiałam trochę improwizować. I tutaj pojawia się problem tego, że na studiach medycznych mamy znikomy dostęp do pacjentów. Często całe nasze zajęcia polegają na siedzeniu w ławkach i słuchaniu jak asystent czyta (!) prezentację. Ponoć wszystkiego nauczymy się na stażu… :) Zobaczymy.

Koniec o medycynie, teraz o tym co mnie inspirowało w tym miesiącu.

Muzyka: Rzadko zdarza mi się, ze słucham ciągle jednego lub dwóch zespołów. Zazwyczaj słucham bardzo różnorodnych dźwięków :)
W styczniu słucham Domowych Melodii. Są genialni w swojej inności :)

Kosmetyki: Uwielbiam Bath and Body Works. W tym roku na wyprzedażach zupełnie przepadłam. Kupiłam sobie zestaw o zapachu Sweet Peach. Już nie mogę się doczekać wiosny!

Jedzenie: Starałam się aby moje dania były zdrowe, w końcu styczeń jest detoksem po świętach. Całkiem nieźle mi to wyszło, było dość sporo ryb, warzyw i owoców. Na moim kulinarnym blogu hitem były drożdżowe rogaliki i bananowe placuszki. W lutym będzie bardzo walentynkowo w kuchni :)

Sport: Całkiem dużo treningów! Choć ostatni tydzień trochę zawaliłam (egzamin!), to w sumie ćwiczyłam 24 razy (ponad 8 godzin!).

 

 

W lutym czeka mnie dużo ciekawych rzeczy. Muszę kupić idealną sukienkę i buty na wesele, upiec kilka fajnych ciast i kontynuować treningi. Ale przede wszystkim odpocząć od nauki! Ostatnie ferie START!

Ostatni tydzień sesji, ostatni egzamin.

Wczorajszy i przedwczorajszy dzień chciałabym wymazać z pamięci. Jeszcze nigdy żaden egzamin nie był dla mnie tak trudnym i stresującym. Pierwszy raz w życiu nie przespałam ani sekundy, cała się trzęsłam ze strachu i nie moglam zebrać myśli. Głupia jestem. Dodatkowym czynnikiem był fakt, że nie mogę się skupić i że własnie ważą się losy moich OSTATNICH wakacji. O 5 rano wypiłam melisę w nadzieji, że trochę mnie to uspokoi. Nic z tego. O 7 wyszłam z mieszkania na ruchliwe ulice Warszawy. Wszyscy ludzie wydawali mi się szczęśliwi i radośni. Zastanawiałam się tylko czy ja za 3 godziny będę czuć się tak samo jak oni. Na przystanku spotkałam koleżankę i tak razem pojechalyśmy na „Baahama” :) (tak nazywam szpital w którym mamy zajęcia) Na miejsce dotarłyśmy prawie godzinę przed czasem, siedząc na korytarzu wszyscy przechodzący lekarze życzyli nam powodzenia, a my biedne próbowałyśmy się jeszcze czegoś nauczyć. W końcu wybila godzina zero! Okazało się, że trafiłam do naprawdę fajnego egzaminatora. Od pierwszego pytania wiedziałam, ze wszystko będzie dobrze. I udało się! Dostalam 4 z interny! Największego i najtrudniejszego dotychczas przedmiotu na studiach. Chyba jeszcze w to nie wierzę, nie umiem się cieszyć. Jeszcze jeden egzamin przedemną- neurologia. I całe 5 dni na ogarnięcie materiału. Żegnajcie nadciśnienia, zawały, biegunki, witajcie udary, padaczki i otępienia!

Jeszcze 6 dni i wakacje! O niczym innym teraz nie marzę! Chcę juz biegać, ćwiczyć i jeść truskawki na ogrodzie!

 

 

Przedostatnia sesja letnia.

 

Północ wybila, więc nadszedł czas na napisanie notki :) Dawno nic nie pisałam, choć działo się bardzo dużo. Szkoda, ze stracilam ochotę do opisywania wszystkiego. Miło by się do tego wracało po latach, tak jak to robię teraz czytając losowe notki sprzed 9 lat.

Właśnie uczę się o owrzodzeniach jelit, panikuję, bo do sesji zostało 2 (!!) tygodnie, a ja nic jak zwykle nie umiem. Interna jest tak przeogromniasta, nie ogarniam jej zupełnie. Wylosowaliśmy kardiologię na egzamin praktyczny i ustny. Mój najgorszy koszmar się ziścił. EKG, zawały, niewydolność serca, zaburzenia rytmu, wady – wszystko to i więcej muszę umieć z najmniejszymi szczegółami. Szkoda tylko, że wolę każdy inny dział interny. Dużą zaletą tegorocznej sesji jest to, że wreszcie nie czuje, że wiedza której się ucze jest niepotrzebna. Fajnie by było umieć to wszystko :)

 

W końcu też załapałam o co chodzi w bieganiu. Czuję, że wciągnie mnie to doszczętnie jak tylko skończą się egzaminy. Aktualnie zwiedzam Warszawę na nowo, w sportowych butach :) Pokojnuję już jednorazowo 5km :) Jestem z siebie dumna! :D Waga coprawda ma tendencję wzrostową, ale nie o to tu chodzi :P Po bieganiu jestem pełna euforii, zupelnie zrelaksowana i odstresowana. Szkoda, że dziś cały dzień pada deszcz :(

Wybaczcie haos jaki tutaj zapanował, chyba zbyt mocną kawę wypilam :):)

Bal Połowinkowy

Naprawdę ciężko mi uwierzyć w to, że połowa studiów za mną. Czuję jakbym dopiero zaczynała.  A za miesiąc kończę 4 rok. Wszyscy moi znajomi przeżywają kryzys, nie mogą zrozumieć dlaczego studiują medycynę. Ja jednak wyłamuję się z tego, doskonale wiem, że jestem w dobrym miejscu. Jestem przekonana o tym co chcę robić w przyszłości. Jedyną, wielką niewiadomą jest to w jakim mieście wyląduję. W grę wchodzi Warszawa, Rzeszów, Lublin i Przeworsk. Każda opcja ma swoje wady i zalety. Kocham stolicę, jeszcze conajmniej 3 lata spędzę tutaj, doczekam się 2 lini metra (największa stacja będzie zaraz pod moim blokiem, więc jestem szalenie ciekawa jak będzie wyglądać).

 

Zdjęcia, które dodaję są na fb, więc nie jest to żadna nowość. Bal odbył się 21 kwietnia, w Pałacu Kultury i Nauki. To naprawdę niezapomniane przeżycie. Pół roku obmyślałam jak to będzie, żal mi było, gdy wszystko się skończyło, ale taka jest kolej rzeczy. Trzeba isć do przodu. Teraz wyczekuję wakacji i nowych atrakcji po sesji :D

(sukienka ETTE LOU, buty SALA, kolczyki Made by Dziubeka)

22

Jestem pusta. Bawią mnie ciuchy, makijaż, kolorowe babeczki i seriale (w mojej głowie brzmiało to znacznie lepiej). Od mądrych książek wolę kolorowe gazetki, w wolnym czasie czytam horoskopy i rozwiązuję psychotesty. Gram w simsy, gdzie tworzę tylko idealne rodzinki i świat bez problemów. W Newsweeku bardziej interesują mnie reklamy niż poważne artykuły. Jaram się (tak używam tego słowa!) kolorowymi paznokciami, mam całe pudełko lakierów. Co rano robię makijaż przez pół godziny, a potem stoję drugie tyle przed szafą i przebieram się 3 razy. Od grudnia marzylam o pewnej torebce, a jak już ją dostalam, nie moge się napatrzeć. Ścianę w pokoju mam różową i chcę sobie powiesić na niej papierowe motylki. I co z tego? To mnie cieszy i mam gdzieś to jak mnie postrzegają inni ludzie. Studia medyczne są do dupy. Przeraża mnie moja obojętność. Przychodzę co rano na zajęcia jakby to byla dla mnie największa kara. Moim jedynym zadaniem jest wysiedzieć 5h w miejscu i słuchać odczytu slajdów. Co rano powtarzam sobie w głowie „nie narzekaj, nie bądź jedną z TYCH osób, co cały czas zrzędzą”. Tak mijają dni, tygodnie, miesiące. Dopiero było Boże Narodzenie, a już Wielkanoc. Najgorsze jest to, że nie ma innych studiów na które bym pasowała. Jestem zafixowana na tej mojej medycynie, kocham ją i nienawidzę. Mam wspaniałe marzenia o tym jak będzie wyglądać moja przyszłość, że będę robić to co lubię, wszystko mi się uda. Przyszedł czas na zimny prysznic. Studia medyczne są nudne, ogłupiające, bez sensu. Nic nie uczą, a jedynie uświadamiają jak wielka jest wiedza medyczna której nigdy nie zdołam się nauczyć. I tak trwam w tym bezsensownym przekonaniu, że kiedyś będzie ciekawiej, wróci fascynacja jaką miałam na 1 roku, wrócą takie imprezy jak na 2 roku i zdam farmakologię :D Za 3 lata będę lekarzem.   No i jeszcze do tego w sobotę skończę 22 lata…

Anatomicznie, sentymentalnie.

Dzisiaj na siłowni rozmawiałam z przerażonymi studentami pierwszego roku. Przypomniała mi się anatomia, prosektorium, te fajne czasy kiedy na zajęciach można było zrobić coś praktycznego, a nie tylko siedzieć w książkach. Największy ubaw był oczywiście przy nauce układu rozrodczego. Asystenci robili się nagle bardzo dowcipni. Przypomniało mi się kilka autentycznych tekstów z egzaminów z anatomii:

1. Profesor prosi dziewczynę o rozróżnienie czy ta miednica jest męska czy żeńska. Ta zastanawia się chwilę, po czym zaczyna pokazywać: tu pewnie był penis… Na co profesor: ha, zapewne nie jeden.

2. Jakie są dwie powierzchnie penisa: językowa i podniebienna.

3. Prof: Jak unerwione są wargi sromowe?
Studentka: ruchowo przez nerwy….
Prof: Ruchowo?! To proszę poklaskać.

4. Prof: Jaki nabłonek jest w pochwie?
Studentka: hmmm… jednowarstwowy płaski.
Prof: Ciekawe kto panią tak przejechał.

przed SESJĄ człowiek głupieje

Jestem głupia, leniwa i uzależniona od kofeiny. Moja przyszłość to wielkie nic i wrzody żołądka! Za żadne skarby nie mogę się zmusić do nauki histologii. To bardzo zły znak, bo za kilka dni mam egzamin. Siedzę i znajduję tylko coraz lepsze wymówki żeby się nie uczyć. Dziś nie zrobiłam NIC. Jedną stronę o tkance kostnej czytam już drugą godzinę i nic produktywnego z tego nie wynika. Nauczyłam się tylko czym są kanały Volkmanna i włókna Sharpey’a. A właściwie to sobie to przypomniałam, bo kiedyś już się tego uczyłam.
Powinnam się cieszyć, bo mam jeden egzamin w sesji. Powinnam byc zadowolona, że mogę skupić się na jednym i zrobić to porządnie. Powinnam mieć motywację, bo w planach mam ferie w Belgradzie z Milenką. Powinno to być wystarczającym powodem dla którego chciałoby mi sięuczyć. Serbski shopping, clubbing i photography =)
Świruuuję.

Wakacje

Raz pobrałam krew, raz założyłam wenflon, raz zrobiłam zastrzyk domięśniowy, widziałam dwa porody naturalne, cztery przez cesarskie cięcie, do dwóch się umyłam i prawie asystowałam, byłam też przy trzech operacjach, a drobnych zabiegów nawet nie liczę. Największe wrażenie wywarło na mnie nacinanie krocza podczas porodu. Wygląda to przerażająco, a pewnie boli niewyobrażalnie. Podziwiam wszystkie kobiety które kiedykolwiek rodziły.
Praktyki są całkiem fajnie, tylko to wstawanie o 6 powoli mnie wykańcza. Jeszcze kilka tygodni temu podobała mi się ginekologia, ale już mi przeszło. Zobaczyłam bardzo dokładnie jak to wszystko wygląda w praktyce i doszłam do wniosku, że to nie dla mnie. Owszem nadal uważam, że to bardzo ciekawa specjalizacja, przynosząca całkiem niezłe pieniądze i ogromną satysfakcję. Jak dla mnie jednak na oddziale jest trochę monotonnie. Nie będę wchodzić w szczegóły :P
Już za tydzień jadę do Budvy. Cały rok żyję tym wyjazdem, mam nadzieję, że będzie tak udany jak się spodziewam. Nie mogę się już doczekać :)

I jeszcze to: